ty i zagłada, jakiej nie znałeś

Wpis

sobota, 18 stycznia 2014

Zagłada Pilcha

Bardzo chciałem obejrzeć "Pod Mocnym Aniołem". Po kilku godzinach nadal nie jestem w stanie rozstrzygnąć, czy jestem rozczarowany, czy też raczej przybity, jak deska do belki gwoździem, samym filmem.

Byłem ciekaw, w jaki sposób Smarzowski, najciekawszy, względnie młody, polski reżyser, którego filmy, nawet kiedy rozczarowują, dostarczają umysłowego mięsa, które można sobie wygodnie przemielić, nie wyrokując jeszcze o ostatecznym smaku. Jak widać pilchowska fraza, tylko bez takiego polotu od razu wdziera się do tego tekstu.

Podobnie zresztą zainfekowała film. Ze stratą dla obrazu. Zaraz na początku książki Pilcha znajduje się taki fragment:

– Chce się pan zapić na śmierć? – zapytał doktor Granada.

– Nie potwierdzam, ani nie zaprzeczam – odparłem, ponieważ w żadnej sytuacji nie byłem w stanie zrezygnować z finezyjnej frazy. Za późno zrozumiałem, że nie jest to dar, ale przekleństwo. Każda rozmowa telefoniczna obracała mi się w powieściowy dialog, każde pozdrowienie w poetyczny aforyzm, każde pytanie o godzinę w teatralną kwestię. Mój złakniony wyższości, a może nawet nieśmiertelności, język rządził mną. Byłem we władaniu języka, byłem we władaniu kobiet, byłem we władaniu alkoholu.

Rozmowa znalazła swoje miejsce w filmie. Natomiast bardzo trudno przebija się do widza bezradność Jerzego. To przekleństwo, to piętno jest niewidoczne, gubi się. We wszystkich zapowiedziach medialnych można przeczytać o "zmaganiach" z alkoholem. I w książce, nawet w powyższym fragmencie te zmagania są. W filmie, to oczywiście moje osobiste odczucie, brakuje wysiłku, podwójności, która jest podstawową cechą bohatera książki. Na ekranie, grany przez Więckiewicza Jerzy zachowuje się, jakby miał przełącznik: jest elokwentny i funkcjonuje, a potem wzlatuje na wybuchowym paliwie wódy na wyżyny delirium. Albo się zasrywa, albo peroruje. 

Film rozpoczyna się od stwierdzenia, że "słowa wychodzące z gardła muszą przeczyć alkoholowi, który się w nie wcześniej wlał" (cytat luźny, z zawodnej pamięci). I na tym film jest rozpięty: na wzniosłości fraz, która przeczy przyziemnej rzeczywistości zaszczanych spodni, pełzania na czworakach i upokorzeń. Tymczasem, kiedy czyta się Pilcha, a także, kiedy się ogląda Pilcha, widać w nim podwójność z przytoczonego wcześniej cytatu z książki. Kiedy mówi, to wie, że robi wrażenie, że uwodzi (zresztą, jest w tym, także dzięki tej podwójności, która dodaje mu powabu i tajemniczości dobry, dzięki tym samym cechom znakomity z niego alkoholik i uwodziciel), ale świadomość gry go smuci. Więckiewicz nie jest podwójny. Decyzja, żeby stworzyć własną, niepilszą postać, była pewnie jedyną możliwą, ale przez to film utracił mnóstwo siły.

Pisanie o alkoholu to zawsze serfowanie na fali banału, która może się w każdej chwili załamać. Powieść pilcha utrzymuje się na desce do ostatniej strony. Film - niekoniecznie. Choć doskonale oddane jest życie przeżywane przez alkoholika poza czasem, zdjęcia czasami są bardzo ładne, to jednak mam nadal przeświadczenie, że filmowi czegoś brakuje. Książka jest napisana w pierwszej osobie. Film, żeby skały się zesrały, praktycznie zawsze jest prowadzony w narracji trzecioosobowej. Ujęcia "z oczu bohatera" zawsze dają rozczarowujący efekt. Stąd zbyt szybkie przeskoczenie od bohatera, zanim widz dostanie szansę, by się z nim zżyć, ku historiom innych pacjentów, powoduje (uczciwiej powiedzieć: u mnie spowodowało) wycofanie. Film mnie nieco nudził. To, że ostatecznie w te historie wmieszany jest Jerzy niczego nie zmienia, bo dowiadujemy się o tym później.

Mam wrażenie, że Smarzowski stoi na rozstaju dróg. Dotąd starał się kręcić filmy o brudzie. Doszedł w tym do wielkiej wprawy. Tylko, że brud staje się nudny. W przeciwieństwie do zła i mroku, które w swojej twórczości eksploatuje Roman Polański (chociaż "Wenus w futrze" to ogromne rozczarowanie), szybko staje się tematem, którym trudno się zainteresować. Alkoholizm, który jest pokazany przez brud: kupa, szczyny i rzygi dostaje tutaj pierwiastka metafizycznego. I oby tak dalej.

Na koniec chciałbym podzielić się pewnym życzeniem: żeby ktoś nakręcił alkoholowe "Trainspotting". Byłoby fajnie.

Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
psujumuju
Czas publikacji:
sobota, 18 stycznia 2014 17:29

Polecane wpisy